Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 376 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Anna i kot

sobota, 21 czerwca 2008 0:20



















Uwaga!

Czytamy jak w książce!

Pierwszy wpis z moim ulubionym kotkiem od Hani - Biruty
jest pierwszą stroną.
Najnowszy odcinek znajdziecie zawsze na końcu.
Trzeba przewracać  "kartki..."
Pozdrawiam Was - Chrystine...




  

Anna wyjątkowo nie miała ochoty wstać z łóżka, po nieskończenie długiej libacji spała tylko cztery godziny. Zwyczajem kobiet wyciągnęła ręce do góry i założyła pod głowę. Wyciągnęła się leniwie. U jej nóg jak zwykle spał kot. Leniwiec, pomyślała z lekkim uśmiechem.

Wylegiwał się cały czas na fotelu, a teraz śpi, nie jak ja , biedna, do pracy będę musiała iść.

Swoją drogą , wolałabym na jego miejscu jakiegoś dorodnego mężczyznę, ale zaraz, odezwała się ponownie do siebie, z chłopami tylko kłopot. Ja singelka miałabym wiązać się

z kimś na stałe? A po co mi to. Dobrze mi samej. Stopą dotknęła kota, który podobnie jak ona przeciągnął się wskutek nieprzewidzianej pieszczoty... dcn.



   


Podziel się
oceń
1
3

Anna i telefon

sobota, 21 czerwca 2008 23:10






 

Kot jak to kot mruknął, lewym okiem mrugnął i ani myślał ruszać się dalej. Jego pani niechętnie poddała się rannym rytuałom. Gorąca kąpiel dobrze jej zrobiła. Chwilę pomyślała o tym , jak Marek odprowadził ją  i chciał ze swoim przyciężkim ciałem atlety, władować się do domu, ale dała mu do zrozumienia , że sobie tego nie życzy,  więc on zdegustowany odmową zadowolił się cmoknięciem w policzek , gdy odsunęła się , kiedy zamierzał pocałować ją w usta.

Uśmiechnęła się zadowolona, że nie pozwoliła na więcej. Szorstkim ręcznikiem przejechała przez plecy, lekkim muśnięciem wsmarowała balsam z drobinkami złota, zarzuciła peniuar

i poszła w nienajgorszym humorze, przygotować śniadanie.  Właśnie, gdy wyjmowała

z tostera  tosty, zadzwonił telefon... To zadzwonił Mariusz z miłosnym wyznaniem. A ona tak bardzo bała się miłości, chociaż bardzo jej pragnęła,
a wszystko inne , co w manifestowała przed sobą i znajomymi było jedynie kunsztownym udawaniem. dcn.


 


Podziel się
oceń
0
2

Anna i rozmówczyni

niedziela, 22 czerwca 2008 21:10

 

 

 

Anna i rozmówczyni

 

Kto z samego rana się dobija, nawet śniadania zjeść w spokoju nie pozwolą... Dzień dobry, Aniu, wstałaś już? Emilka z drugiej strony. Poznaję , witaj. Długo wczoraj balowałaś, wiesz , ja, zwinęłam się wcześniej, bo umówiłam się
z Mariuszem, poszliśmy do pubu „Pod  magnolią". Taak? Dziwiłam się, dlaczego wyszłaś. Powiedz, ta Beata to się wystroiła, wyglądała jak baba ze straganu , czy nie? Trochę za jaskrawo, ale ona ma taki styl i nawet jej z tym do twarzy. Niech każdy chodzi ubrany , jak chce. Niby tak, wiesz, ale mi jedno z drugim nie pasowało.

Widziałaś , jak Wacek z Zuzą się migdalili? Mówię ci, obrzydliwość. Najlepsze to było, jak Zbyszek niósł sześć kaw na tacy, a Rafał wstawał z kanapy i prosto
w niego. Mirka wrzeszczała jak opętana, bo nie dość, że gorące, to jeszcze jej sukienkę zniszczył, a taka paradna w niej była, chodziła jak paw, dobrze jej tak, po co najdroższe sukienki markowe kupuje, nawet metki do końca nie oberwie, głupia gęś jedna. Słuchaj muszę kończyć, zaraz wychodzę do pracy. To nie załatwiłaś wolnego? Wiesz, ja, to mam takiego jednego znajomego, co za butelkę wystawi zwolnienie, ile chcesz, a przy okazji pogłaszcze.

Mówię ci , numerant z niego. No, to cześć... Plotkara, nie ma co robić, to wydzwania

z samego rana. Zaraz pewnie zadzwoni do kogoś innego . Zwolnienie za butelkę, też coś , mnie by zaraz szef zwolnił za absencję, ugryzła chrupiącego tosta tak nie fortunnie, że ułamała ząb. A, niech to cholera weźmie, jeszcze mi to potrzebne było, jak zaraz muszę wyjść.  Spojrzała do lustra. Dobrze, że z tyłu, nie zauważą. Machinalnie zrobiła makijaż, poprawiła włosy, założyła biurowy uniform, buty na wysokim obcasie, w torebce nerwowo sprawdziła, czy wszystko jest i zamaszystym krokiem ruszyła w stronę wyjścia, gdy nagle przy kostce poczuła miękki dotyk kota. Ach, to ty, kotku, uniosła go do góry i ucałowała pyszczek. Pilnuj domku, Mruczku. . . cdn.


Podziel się
oceń
0
0

Anna i szef...

czwartek, 26 czerwca 2008 21:29

 

Ranek w biurze...

 

 

 

Anna i szef

 

 

Do pracy wyrusza zawsze elegancko ubrana.  Specjalnie z Paryża przywiozła trzy na miarę szyte kostiumy ze znanego domu mody. Jeden szary, drugi granatowy, trzeci beżowy. Wcześniej we Włoszech kupiła dwa – brązowy i oliwkowy.  Torebki z Prady

i firmy – Batycki. Rodzime też nie najgorsze.  Dzisiaj ubrała granatowy kostium

i czerwoną bluzkę . Do klapy przypięła broszkę z emalii. Oczywiście do tego buty, jak zawsze, na wysokim obcasie.  Otulona mgiełką ulubionych perfum wyruszyła, jak zwykle śpiesznie, do pracy. Uruchomiła swój luksusowy samochód, pędząc nierozważnie, z piskiem opon wjechała na parking. Była jak zawsze pół godziny wcześniej. Poukładała na biurko niezbędne papiery, zajrzała do gabinetu szefa, czy wszystko w porządku, nalała wodę do bezprzewodowego czajnika i zaczęła przygotowywać herbatę, bo dyrektor naczelny zaraz po przyjściu wypijał dwie filiżanki herbaty. Wysypała na talerzyk różne batoniki i zaniosła do gabinetu. Otworzyła okna i na moment usiadła przy swym biurku. O, dziwo, jak nigdy dotąd nie zadzwonił telefon. Nagle  za drzwiami rozległ się tubalny głos szefa.  Pani Zosiu, a dlaczego kwiaty stoją w tym miejscu a nie tam co zawsze? Proszę sprzątnąć, przeszkadzają. Przesadza, pomyślała Anna i nerwowo poruszyła się na krześle.

Z czym przyczepi się dzisiaj do mnie, jeśli od rana w takim humorze.

Dzień dobry, mruknął wchodząc. Niech mi pani poda teczkę z danymi osobowymi naszych pracowników .  Ładnie pani dziś pachnie, zauważył, zamykając drzwi.

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
2

Anna i współpracownicy...

piątek, 27 czerwca 2008 22:48

 

 Grafika:Typicalbusyoffice20050109.jpg

 

 

 

Anna zanurzyła się w stercie papierów.  Wyszukała akta z danymi osobowymi, zajrzała czy w komplecie i podała naczelnemu.  Najwyraźniej był nie w sosie.

Coś burknął pod nosem i za chwilę zaczepnie powiedział - nie postarała się pani dzisiaj z tą herbatą , wyjątkowo bez wyrazu. Wycofała się zażenowana. Sparzyła jak zawsze, dlaczego nie smakowała akurat dzisiaj, nie miała pojęcia. Dyskretnie wycofała się z gabinetu. Pani Aniu, usłyszała raptownie,  to Zosia wtargnęła niepostrzeżenie, gdy usiłowała się uporać z układaniem teczek w szafie.

Niedzielska dzwoniła , że ma zwolnienie do dziesiątego, bo dziecko zachorowało. Tak to jest, gdy ma się małe dzieci , co miesiąc na zwolnieniu i znowu wszystko na mnie spadnie, odpowiedziała niezadowolona. Zamierzałam urwać się do dentystki, bo dziś ułamał mi się ząb. Nici z tego. Po pracy pani pójdzie. Nie mogę , bo wcześniej umówiłam się w sprawie dodatkowego szkolenia. A ,to pech, musi pani wybrać inny termin, odrzekła Zosia, wycierając kurze z parapetu. Czy nie może pani tego robić później? Później, później, czasu na wszystko nie starcza. Niech pani wskoczy, pani Zosiu, do gospodarczej , by możliwie szybko do mnie przyszła. Jola czerwona od potu i gorąca stanęła jak ogień we drzwiach. Miałam przyjść , zakomunikowała z zadyszką . Tak, przygotowałam listę dzisiejszych zakupów. Tylko koniak niech pani wybierze najlepszy , bo dzisiejsi goście to wyjątkowo marudni i pretensjonalni panowie...  


Podziel się
oceń
0
5

Anna zjada lunch

poniedziałek, 21 lipca 2008 0:36

Grafika:Salad platter.jpgZ Z pośpiechu nie poprawiła makijażu, o którym zawsze pamiętała. Lekko zaróżowiona z nadmiaru obowiązków zbiegła po schodach. Akurat dzisiaj zepsuła się winda, kiedy jej się tak spieszy. Ciekawe, czy Łukasz przyjdzie i jak zwykle usiądzie naprzeciwko niej. Nie przyszedł. Zajęła miejsce przy oknie i stanęła
w kolejce po ulubione danie - frytki z kurczakiem. Nic nadzwyczajnego, ale ona to lubiła. Do tego zawsze brała sałatkę z zielonym groszkiem, uparła się na ten groszek, bo wyglądał bardzo wiosennie. Nawet kuchnię kazała wymalować na groszkowy kolor. W jej garderobie także dużo tego groszku. Czy miejsce wolne? Uniosła głowę znad talerza do góry. Tak, proszę, gestem ręki wskazała miejsce obok. Przysadzisty brunet tak energicznie odsunął krzesło, że zatrzeszczała podłoga. Nabiegałem się dzisiaj co nie miara, pora cokolwiek zjeść.  Za chwilę na stole pojawiła się fura obiadowych różności. Gdzie on to wszystko pomieści, pomyślała ze zgrozą. Nic dziwnego, że brzuszysko mu tak wypchało. W dodatku pewnie na siłownię nie chodzi. najwyraźniej nie spodobał się jej. Za to ona przypadła mu do gustu. Co za oczy, a biust jaki wyrazisty, nóg tylko nie widzę , ale przyjrzę się , jak wstanie. Pewnie zaraz to uczyni, bo na talerzu nic nie ma. Rzeczywiście. Skinęła lekko i uśmiechając się, udała się w stronę drzwi. Ledwo co zdążył wykrztusić - do widzenia, może się jeszcze spotkamy... Jej nogi tak zajęły jego myśli, że zapomniał o jedzeniu. Dopiero po chwili ze zdwojoną szybkością połykał duże kęsy. Tymczasem Anna po drodze do biura wstąpiła do drogerii, by kupić flakonik ulubionych perfum, które dzisiaj rano się skończyły. Będzie podejmować w biurze niezwykle ważnych klientów, więc nie może źle wypaść.  Zdecydowała się na „Chanel 5", nie przepadała za tym zapachem , ale sądziła, że jest na tyle wytworny, że nie przyniesie ujmy. Biznes to ważna sprawa, ona to rozumie i dlatego stara się , być godną przedstawicielką szefa, który od samego początku obdarzył ją zaufaniem, a przynajmniej tak się jej wydawało. Spojrzała na zegarek. Jak na dobrą pracownicę przystało, zostało jej kilka minut. Zdąży wypalić papierosa...

 




Podziel się
oceń
0
1

Popłudnie Anny

niedziela, 27 lipca 2008 23:53

 

Advertisement

 

 Popołudnie Anny.

 

 Strzepnęła z bluzki odrobinę popiołu i zaczęła przeglądać akta. Spojrzała na zegarek.  Zaraz przyjdą ci z  Normativu, trzeba przygotować załączniki i rachunki. Sprawdziła, czy szef wszystkie zapisał. Gdy zadzwonił telefon, odruchowo złapała za słuchawkę. Biuro nieruchomości, słucham . Pani Aniu, połączy mnie pani z mężem. Proszę , łączę. Odłożyła słuchawkę.  Z gabinetu dobiegał głośny głos dyrektora. Pewnie znów wydziera się na żonę, że przeszkadza mu w pracy. Jak dobrze, że nie mam męża, pomyślała ze satysfakcją, zakładając nogę na nogę. Otworzyła szerzej okno, bo zrobiło się duszno i przez chwilę prostowała plecy, by zaraz ponownie pochylić się nad stertą papierzysk. Tak mniej więcej wyglądał każdy dzień w pracy. Do pokoju weszła Zosia z siatką pełną zakupów dla szefa, mrugnęła znacząco i cała w ukłonach oddała zawartość pryncypałowi. Anna poprosiła, by powiadomiła ją , gdy zauważy klientów, chciała , by odbyło się to bez  zaskoczenia.  Poprawiła makijaż i wyciągnęła spódnicę , która od siedzenia uniosła się w górę. Właśnie, gdy wyprostowała się, wbiegła Zosia, powiadamiając, że idą klienci . Za moment wprowadzała ich do gabinetu dyrektora, na którego życzenie spisała warunki umowy i zrobiła kopie. Podała, jak zwykle, kawę i ciasteczka. Dziś wyjątkowo szef poczęstował swych gości koniakiem.Gdy poszli, uzgodniła z szefem plan na dzień następny. Wreszcie mogła wrócić do swego przytulnego mieszkanka.  Nim wsiadła do samochodu, zadzwoniła komórka. Spojrzała kto i wyłączyła. Nie miała ochoty nawet na krótką rozmowę , może, dlatego że dzwonił Marek . Ruszyła z rozpędem. Przed skrzyżowaniem trafiła na niezły korek. Zawsze to samo, pomyślała ze zgrozą. Kierowca z auta obok uśmiechnął się do niej. Oj , mężczyźni, wszyscy tacy sami. . . Kiedy wreszcie zajechała przed dom, odetchnęła z ulgą . Przynajmniej nie musi jak jej siostra odbierać dzieci z przedszkola. Magda to urodzona rodzicielka, w krótkim czasie postarała się o troje dzieci , teraz ma za swoje, cała szczęście , że ja taka głupia nie jestem . Mam spokój. W drzwiach była kartka. To Marek powiadomił, że będzie za godzinę. Tego mi jeszcze potrzeba, najwyżej go nie wpuszczę , ale przecież zauważy, że kartka wyjęta. Najwyżej powie, że to któryś ze smarkaczy wyjął ...

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

Wieczór Anny

poniedziałek, 04 sierpnia 2008 1:10
 

 

Wieczór Anny

 

Pod drzwiami czekał kot, przeciągając się leniwie , otarł się o nogi. Uniosła go do góry. Jak dobrze, że ciebie mam ,odezwała się z czułością. Co moje kocio, kochane, robiło , jak paniusi nie było? Kici, kici. Damy mleczka i czekoladkę . Specjalnie dla ciebie, moje kociątko , kupiłam. Gdzie twoja miseczka? Znowu się nią bawiłeś. Po wymienieniu czułości z kotem , który zastępował jej dziecko, którego nie pragnęła ze zwykłego wygodnictwa, w ten sposób zaspakajając swoje poczucie bliskiego kontaktu z żywą istotą i nieważne , że w ty momencie to był kot,  zaczęła szukać domowej sukienki. Właściwa istota na właściwym miejscu, pomyślała,  z rozrzewnieniem głaszcząc kota.   Gdzie ta suknia? Przypomniała sobie, że na wieszaku w łazience. Najpierw jednak weszła pod prysznic , by się odświeżyć. Gdy wychodziła z kabiny, zadzwonił dzwonek. Marek się przypatoczył, tego mi jeszcze trzeba. Wpuścić , nie wpuścić, zaczęła przekomarzać się ze sobą. Nie wpuścić. Nie czuła w sobie namiętności, poczuła coś w rodzaju mechaniki realności. Po co mam wpuszczać tego figuranta ? Natarczywy dzwonek nie ustawał. Uświadomiła sobie , że umawiała się z nim w sprawie Korzeckiego , który prosił o przyspieszenie wyjazdu do sanatorium . Owinięta w ręcznik , otworzyła drzwi. Wejdź, powiedziała zachęcająco. Nie czuła skrępowania, bo kiedyś byli ze sobą bardzo blisko. Dawno nie widział jej w takim stroju. Wyglądasz zachwycająco, zdecydowanym ruchem przyciągnął ją do siebie i pocałował w usta z iście fantazyjną wymyślnością. Poczuła łaskotanie języka i przeszły ją dreszcze od stóp do głowy.   Można powiedzieć , że była to całkiem naturalna reakcja. Nie chciała jednak wchodzić w dawne układy, więc odsunęła się od niego, udając obojętność . . .

 


Podziel się
oceń
0
3

Anna i Marek

czwartek, 07 sierpnia 2008 23:51

 

 

 

 

">

 

Anna i Marek 

Spojrzał na nią wymownie. Ręką wygładził włosy, zdjął buty i wszedł do pokoju, zatrzymał się w progu, by  po chwili ponownie cofnąć się do przedpokoju.  Wyjął z marynarki jakieś zawiniątko. Aniu, to dla ciebie. Była to mała paczuszka obwiązana czerwoną wstążką . A to, co takiego? Zapytała zdziwiona. Zobacz. Nie wiedziała, co zrobić . Jeśli otworzy, to będzie znaczyło, że podejmuje grę , a obiecywała sobie , że definitywnie z nim skończy. Ociągając się nieco, powoli rozwijała papier. Jej oczom ukazało się śliczne puzdereczko bogato inkrustowane złotem . Znała się na takich wyrobach. Nieźle go to kosztowało, pomyślała, zaglądając do środka. Na srebrnym podstawku leżała misterna bransoletka z białego złota. Gdzieniegdzie błyszczały się, niczym gwiazdy, maleńkie brylanty. Urzeczona , zastygła , by po chwili powiedzieć , dziękuję , piękna , ale nie mogę jej przyjąć. Dlaczego? Przyjmij to jako przeprosiny z mej strony. Przepraszam , że tak się zachowałem . Nie byłem sobą . Wkurzyłem się najpierw , że nie chciałaś ze mną zatańczyć i że Jurek cię obłapywał. Potem te drinki... Straciłem kontrolę . Na to  czekała Jolka. Zaczęła mnie pocieszać i wyprowadziła do drugiego pokoju, bo niby chciała porozmawiać , potem sam nie wiem , jak to się stało. No, właśnie , stało się ... Myślisz , że jak mi dasz gównianą bransoletę , która kosztowała kupę forsy , to wszystko ujdziecie płazem? O , nie , nie tak łatwo ze mną się w tym względzie dogadać . A , niech cię wszyscy diabli, wykrzyknęła, ciskając podarkiem w kanapę. Marek osłupiał. Każda inna ucieszyłaby się z takich przeprosin tylko nie ona.  Dość mam ciebie i twoich prezentów. Anna zaczęła się coraz bardziej nakręcać . Nie potrzebuję faceta, który jak tylko któraś spódnicę zadrze, kładzie się z nią do łóżka. Aniu, proszę , wysłuchaj mnie, to więcej się nie wydarzy, przyklęknął na jedno kolano , całując ją w rękę . Poczuła coś w rodzaju małej satysfakcji. Myślami wybiegła do przodu. Co będzie , jak przyjmę ? Dalej będę musiała znosić jego fanaberie . Faktycznie , najgorszy nie jest, ale za bardzo lubi baby. To prawda, że same mu się wpychają , bo forsiasty i przystojny, a jedno i drugie to lep dla żądnych przygód kobiet.  Ile to mężatek za nim biega. . . Nawet ta sąsiadka spod dziewiątki ciągle o niego wypytuje . Niby dlaczego taka zainteresowana skoro ma chłopa i troje dzieci na dokładkę...  Zresztą i tak za mąż nie zamierza za nikogo nie wychodzić , podobnie jak i on nie myśli o żonie. Od czasu do czasu jednak dla jakości zdrowia i komfortu potrzeb erotycznych jakiegoś mężczyznę musi  mieć . Myśli w popłochu przesuwały się , ustępując miejsca nowym. Wreszcie wykrztusiła , urzeczona czarem bransoletki, no, dobrze, ten jeszcze raz ci wybaczę , ale to ostatni raz , zapamiętaj. Uszczęśliwiony założył jej bransoletkę. Pięknie prezentowała się na jej opalonej ręce. Wyglądasz z nią prześlicznie, szepnął wzruszony, muskając delikatnie policzek . . .

 


Podziel się
oceń
0
1

Anna i pocałunki . . .

sobota, 09 sierpnia 2008 23:17








 
Zaczęli się całować i wcale to nie były niewinne pocałunki. Już dawno nie czuli takiego smaku zbliżenia. Może to rozstanie spowodowało natężenie chcenia. Jedno pragnęło drugiego jak nigdy dotąd. Słychać było ich oddechy i tykanie ściennego zegara. Tik – tak.  I on jakby w rytmie odmierzanego czasu całował ją tak ... jak zawsze tego pragnęła. Pociągnął ją na sofę, która od tygodnia zdobiła jej gustowny salonik.  Podniósł bluzkę do góry i zaczął całować jej piersi. Właściwie to trudno nazwać całowaniem, bo to było lizanie brodawek jakby jego powrót do niemowlęctwa. Tak to się jej spodobało, że wybuchnęła histerycznym śmiechem , aż jemu zrobiło się nieswojo. Choć  z natury powściągliwy w miłości był niepohamowany. Język służył mu teraz do miłosnych igraszek . Jak kolejka liniowa przesuwał się coraz szybciej i dalej. Dotarł do pępka przystrojonego w fikuśny kolczyk. To podnieciło go jeszcze bardziej. Zaczął się nim bawić tak niefortunnie, że skaleczył czubek języka, zrezygnował więc z dalszej zabawy i zabrał się do rzeczy. Szybko pozbył się spodni... Odbyło się to tak prędko, że nawet nie zauważyli, kiedy stali się jednym . Powoli i harmonijnie rozpoczynał rytuał spółkowania. Ona rozanieliła się tak bardzo , że zapomniała o postanowieniach, tyle razy podejmowanych z iście zdeterminowaną złością, którą od wielu miesięcy żywiła do niego. Coś szeptał zapalczywie pod nosem , ale słyszała jakby przytłumiony, małoczytelny warkot samochodu. A potem szybciej i szybciej zapadała w cudowną ciemność tunelu, by na jego końcu dostrzec snop - światła , który rozsadzał czaszki. . . 





Podziel się
oceń
0
1

...

wtorek, 15 września 2009 1:56





Zdjęcie - para,  jeżdżenie,   tandem,  rower.  fotosearch - szukaj  foto i zdjęć klipart




Marek traktował dziewczyny powierzchownie. Podobały się , to je zaliczał bez skrupułów.

Zresztą , co tu dużo mówić, to one go do tego prowokowały, by tak było. Jedna przez drugą , jakby był nie wiadomo jaką partią , a nie był . Nic szczególnego prócz urody. Pociągał je swoim tupetem . Anna podobała mu się inaczej. Dostrzegał jej walory ducha albo przynajmniej, tak mu się to wydawało. Byli ze sobą blisko, lecz gdy dowiedziała się o jego wyskokach od „życzliwych" koleżanek, z których niejedna miała za sobą doświadczenia erotyczne z nim, postanowiła zerwać z nim na zawsze i prawie to się jej udało, gdyby nie zmysły, które odezwały się w niej z taką siłą , że nie zdawała sobie sprawy z tego, że stanie się to, co się stało, a przypominało stare, dobre czasy kiedy byli razem , choć każde z nich mieszkało oddzielnie i nie mieli w planach zakładanie stałego związku. A jednak było prawie, że uroczo pod każdym względem. Świetnie porozumiewali się , dogadywali we wszelkich drobiazgach i dopasowywali we wszystkim. Mieli podobne gusta i lubili to samo jedzenie.

Uwielbiali chodzić do kina, a potem przekomarzając się ze sobą , udawali bohaterów świeżo obejrzanych seansów filmowych. Podobnie było z teatrem. Ostatnio Marek coraz bardziej tęsknił za dziewczyną do wspólnych wojaży za miasto, a do tego Anna nadawała się doskonale. Wciskała swe piękne ciało w obcisły sportowy strój , zakładała adidasy i na rowerach pędzili przed siebie w zgodnym rytmie...

 


Podziel się
oceń
0
0

...

wtorek, 22 września 2009 0:58





 





Aniu, a może byśmy  ... Tak ,  odezwała się , wychylając się  spod poduszki, którą przykryła twarz,  jakby pragnęła zapomnieć o tym, co działo się przed chwilą. Tak sobie myślę , ciągnął Marek, może byśmy tak wybrali się na motorze za miasto? Nie odpowiedziała od razu, mając na uwadze pierwszą jazdę . Nie najlepiej wtedy czuła się, gdy wiózł ją rozpędem w nieznane. Przyrzekła sobie wówczas, że nigdy więcej... Ale ileż to razu z ust naszych wymyka się - nigdy więcej, a my nadal niezłomnie tkwimy w tym samym? Podobnie było i z nią . Niby nie chciała, a chciała. Nic wielkiego a jednak... Podpucha, bo co by innego. I tak jest ze wszystkim. Nie potrafimy dokonać wyboru, a tu nagle wyrywa się  nam - czemu nie?

I brniemy, chcąc,  nie chcąc w nieznane, jakby ktoś za nas wypowiadał te słowa nie my sami... Tak też stało się z Anną, która, bezmyślnie jeszcze raz, powtórzyła jak echo

w tatrzańskiej kotlinie,  czemu nie......



 


Podziel się
oceń
0
0

...

sobota, 26 września 2009 22:11









Theodore Raussel - the reading girl


Po  tym potwierdzeniu, wyginając się na wszystkie strony jak wyluzowana kotka, przedłużała relaks po doznanej rozkoszy, nie mając zamiaru przerywać tego błogiego stanu, który zawsze zniewalał jej ciało po miłosnych igraszkach... Ulotny zapaszek rozgrzanych ciał przyspieszył

ich nagłe zapadanie w sen, który powiązał oboje pełnym swobody oddechem, świadczącym

o ich głębokim bezładzie po chwilach rozkoszy. Po chwili słychać było chrapanie tak silne, jakby to nie dwie osoby spały tylko kilka. Ciała, wtulone w siebie czułością przeżycia, zdawały się odpływać w nieskończoność niebytu. Nawet kot podchwycił ten czarowny rytm zespolenia w relaksie i zwijając się w kłębek na dywaniku pod łóżkiem, z cicha pomrukiwał

jemu tylko wiadomą symfonią tajemnicy magii uwikłanej w splot mających nastąpić wydarzeń...  Pierwsza obudziła się Anna. Spojrzała na partnera trochę nieprzytomnym wzrokiem i po cichu wysunęła się z pościeli. Podeszła do fotela, rozsiadając się  na nim wygodnie. Wiedziała, że ponownie nie uśnie więc zapaliła lampkę , by w jej świetle poczytać książkę , którą zawsze czytała przed snem. Może dlatego obudziła sie , bo wyjątkowo w tej nocy nie przestrzegała tego rytuału, a może dręczona wyrzutami sumienia, obudziła się, by wszystko przemyśleć...



Podziel się
oceń
0
2

...

wtorek, 06 października 2009 20:21



Piękne i szczęśliwe kobiety patrząc łazienka i zamykanie drzwi



Podniosła książkę , by za moment ją odłożyć z powrotem. Wyszła do łazienki, zabierając ze sobą paczkę papierosów. Włączyła  boczne światło i zapaliła , zaciągając się mocno, jakby ją to miało osadzić mocno na ziemi. I na co ja się zgodziłam, myślała niezadowolona z tego, że uległa Markowi. Niezły z niego gigant. Sądzi, że jak ma pieniądze, to będzie miał wszystko.

Teraz będzie łaził za mną krok w krok, dopóki jakaś inna nie wpadnie mu w oko. Mimo wszystko ... dlaczego do mnie ciągle wraca? Ciekawe jaka przeszłość ciągnie się za nim. Taki czysty jak opowiada, to nie jest. Te telefony tajemnicze, które ustawicznie odbiera

i kryje się z nimi po kątach, takie znowu niewinne nie są . Może w Katowicach kogoś ma, przecież ciągle tam niby w interesach jeździ. Ta, jego sekretarka z biura, też rzuca za nim powłóczystymi spojrzeniami. Przystojny to jest, ale to przecież nie wszystko. Mnie też

w przedziwny sposób omotał. Ja, świadoma singelka zadaję się z takim podrywaczem? Zresztą co mi szkodzi od czasu do czasu z nim spotkać się ? W końcu mam  z tego jakieś korzyści, pomyślała o tym z pewnym zażenowaniem , bo nie zaliczała siebie do grona tych wyrafinowanych kobiet, dla których ważna jest jedynie kasa i możliwość wyżycia się . Co prawda przekroczyła już tę granicę wieku, która jest niebezpieczną dla kobiety, kiedy to ze względu na swoje zbyt młode lata popełnia mezalians, bo nie osiągnęła tej rozstrzygającej poprzeczki, która pozwala na rozsądne wybory. Prawdą jest, że im starsza kobieta , tym ma większe skrupuły w dokonaniu właściwego rozeznania. Doświadczenie podpowiada jej , że to ciągle jest nie ten , który nadawałby się na męża. Ale ona o tym świadomie nie myślała, by wydać się za kogokolwiek. Chciała żyć bez zobowiązań . Dzieci też nie pragnęła. Czuła się doskonale w scenerii, którą sobie stworzyła. Za pieniądze zarobione w Anglii nie najgorzej się urządziła. Stać ją było na skorzystanie z usług architekta wnętrz. Wszystko we właściwych proporcjach i kolorach. Czy mogłaby marzyć o lepszym życiu? Zaciągnęła się ostatni raz tak niefortunnie, że zaczęła kaszleć. Po chwili w drzwiach stanął rozbudzony Marek...


Podziel się
oceń
0
2

...

wtorek, 20 października 2009 12:58











 

Nawykiem podrywacza sprawił, że spojrzenie jego stało się wyjątkowo maślane....

Może niewinnym dziewczynom uginają się kolana na taki wyraz oczu ale nie Annie, która doskonale zdawała sobie sprawę z tego rodzaju męskich sztuczek. Śmieszyli ją tacy faceci

i wywoływali burzę ironii. Spojrzała na niego z nieukrywaną niechęcią i powiedziała - komediant z ciebie niezły. Co ty Aneczko, zawołał, udając szczere zdziwienie, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że go „odkryła"... Szanował ją właśnie za inteligencję, której brakowało jego przypadkowym partnerkom, a poza tym one były takie łatwe w zdobyciu, podczas gdy Anna stawiała jakieś tam przemyślne poprzeczki , które go podniecały do tego stopnia, że nie przestawał o niej myśleć, a nawet gdy się chwilowo zapominał , to i tak po pewnym czasie do niej wracał, bo na swój sposób była niezwykle atrakcyjna, a to mu się

w kobietach najbardziej podobało. Dlatego postanowił dać Annie kosztowną bransoletkę tak na wszelki wypadek, by zabezpieczyć się na przyszłość, zawsze to dobrze mieć na uwadze stałą przystań i o to mu chodziło, bo czy nie jest prawdą to, że mężczyźni myślą egoistycznie? Przynajmniej na jakiś czas chcą zapewnić sobie ciepły kąt. Zawsze to lepiej wyciągnąć nogi przy jednej kotce, by je ogrzała, gdy wracają nie wiadomo skąd. Zdawał sobie sprawę ze swoich ułomności jednak w obliczu zagrożenia , przyjmował zasadę skruchy i porządności, dlatego zaczął ją przekonywać na swój mało skuteczny sposób w myśl zasady  - im więcej przekonujesz, tym jesteś mniej wiarygodny. Co ty Aneczko... przecież wiesz, co do ciebie czuję...czyżby moje wieczorne zachowanie nie przekonało cię do słuszności moich relacji

w stosunku do ciebie...jesteś pierwszą kobietą, której ofiarowałem bransoletkę...a o czym to świadczy... o niczym innym jak o mojej miłości do ciebie... pomyślałaś o tym? ...

Bransoletka to nie wszystko. Wiem swoje. Zresztą ani myślę wiązać się z kimś na stałe. Dobrze mi jak jest, nie pragnę zmian i ani mi w głowie pakowanie się w stały związek.

Może gdybym była zakochana pierwszym uczuciem nastolatki, to pewnie uległabym , ale teraz nie mam zamiaru pakować się w jakikolwiek związek. Może tak jest, dlatego że moi dotychczasowi partnerzy do takich decyzji mnie doprowadzili? Załóżmy, że zaczęlibyśmy być razem . Rozpoczęłaby się  kołomyjka. Wzajemne rozliczanie ze spędzonego nie razem czasu. Licytowanie się, co kto ma zrobić. Rozliczanie pieniędzy. Walka o władzę. Kto gra pierwsze skrzypce...Ograniczenia.  Zarzuty. Stresy. Posądzenia. Zazdrość. Niepewność czy związek przejdzie próbę czasu. Wzajemne oskarżanie się . Słowem wszystko co stoi na drodze do szczęścia. Po co mi to? Mam pracę, jestem samodzielna. Dokonuję wyboru, z kim się prześpię bez zobowiązań.  Robię, co chcę. Przed nikim nie muszę się tłumaczyć,

a i w łóżku nie muszę przeżywać monotonii z jednym... a wy to może odbieracie inaczej? Żenicie się, a potem szukacie odmiany w przydrożnych krzakach, agencjach, czy aby było nie tak wulgarnie, to fundujecie sobie romanse z innymi mężatkami czy samotnymi kobietami, które tylko czekają na to, by sobie życie odmienić.

O, nie, taka głupia to nie jestem, by dobrowolnie wpaść w zasadzkę. Patrzył na nią osłupiały. Nie spodziewał się takiego wybuchu szczerości.

Ale ma gadane, pomyślał podirytowany, że psuje mu jego plany...

 


Podziel się
oceń
0
0

...

środa, 28 października 2009 23:58
















 

Nie omieszkał jednak zapytać - ale pojedziesz ze mną za miasto? Proszę .

Znalazłem takie zaciszne miejsce nad rzeką . Mam tam łódkę . Możemy popływać.

Dopłyniemy do wyspy. Wysiądziemy. Zobaczysz zupełnie się wyluzujesz przyda ci się po tej harówce w biurze. Wrócimy i zanocujemy w hotelu. Można tam nieźle zjeść i potańczyć. Lubisz przecież tańczyć. Kiedyś lubiłam , ale odechciewa mi się tańców, kiedy wracam czasem po dwunastogodzinnej pracy do domu, wtedy to rzucam się a łóżko i śpię jak zabita.

No, to na tańce nie musimy iść, odezwał się ucieszony, że podjęła temat.

A Ty skąd tak doskonale orientujesz się w realiach tego hotelu? Byłem tam nie tak dawno. Tak? A z kim? - Z kolegą  z pracy pojechaliśmy na ryby, zamierzaliśmy wstać z samego rana, by połowić, to i zostaliśmy na noc. Nie bardzo chciała uwierzyć w tę historię , to i drążyła temat dalej. Nigdy wcześniej nie mówiłeś , że zabawiasz się w rybaka. Nie opowiadałem , że już podczas studiów tym się zajmowałem? Mój tato ciągle jeździł na ryby. Denerwował tym mamę, bo przywoził same drobiazgi, a ona biedna musiała je zaraz czyścić i smażyć, bo lubił takie zjeść na świeżo. Czasami brał mnie ze sobą , nawet wędkę mi kupił. Lubiłem te wypady z nim. Kiedyś udało mi się złowić szczupaka, cieszyłem się jak z największej wygranej, bo to wciąga jak loteria. Tato nie zawsze chciał mnie brać ze sobą . Wyczułem , że jest w tym jakaś tajemnica i mamie to wydało się podejrzane. Widziałem, że gdy po powrocie mył się w łazience, to ona w tym czasie sprawdzała jego rzeczy. Przytkała nos do koszuli i wąchała. I wywąchała, ale nic nie mówiła, tylko kiedyś zostawiła mnie u sąsiadki, a sama pojechała za nim. Wrócili późno. Mama zapłakana , a ojciec mrukliwy i gniewny. Zaczęli się kłócić. Mama wypominała mu, że spotykał się z jej koleżanką z pracy. Nigdy nie dowiedziałam się dokładnie , co tam się wtedy działo, gdy przyłapała go na gorącym uczynku, domyślałem się najgorszego scenariusza. Od tej pory tato nie jeździł na ryby i w domu był spokój, jednak coś się na poważnie zepsuło między nimi, bo prawie przestali ze sobą rozmawiać.

Anna poprawiła włosy i przejrzała się w lustrze. A to niezły gagatek z tego jego ojca, pomyślała, jaki ojciec taki syn, pewnie prawdą jest, że rzeczywiście był z kolegą na tych rybach i przy okazji poznał miejscowe zwyczaje tego hotelu... Po chwili głośno odezwała się - Teraz już wiesz, dlaczego nie zamierzam za mąż wychodzić. Wy, mężczyźni, jedno macie w głowie - jak tu zdradzić i zrobić sobie dobrze i myślicie , że my , głupie baby nie domyślimy się , co wyprawiacie. Nie traktuj wszystkich mężczyzn jednakowo, bo źle na tym wyjdziesz, odezwał się z przekorą . Taaak? Sam niedawno przepraszałeś mnie za niestałość.

Co chcesz, wyjaśniałem , a i mężem jeszcze nie jestem , to i zobowiązań nie mam, odparł kąśliwie, wyraźnie niezadowolony z obrotu sprawy. Muszę ją jakoś przekonać do tego wyjazdu, pomyślał, gdy ona wyszła do kuchni, skąd po chwili przyniosła na tacy dwie szklanki z sokiem i drobne kanapki, które zostały z kolacji. Przegryziesz coś , nim wyjdziesz do domu? Wyrzucasz mnie już zapytał z wyrzutem? Liczył na to, że zostanie u niej na noc, lecz Anna bezwzględnie stwierdziła, że będzie musiał za chwilę wyjść , bo  ma jeszcze trochę do roboty , a potem pójdzie spać więc nic tu po nim.  Cdn.

 

 


Podziel się
oceń
0
1

...

niedziela, 08 listopada 2009 21:52
    









 



 

Kolejny dzień w pracy podobny do wszystkich pozostałych różnił się od innych małą sensacyjką. W południe do biura wpadła żona dyrektora , który w tym czasie rzekomo omawiał sprawy ze swoją nową klientką. Nie pukając, otworzyła drzwi gabinetu. Po chwili ciszy rozległ się krzyk - To  tak pracujesz? Nawet tu z lafiryndami się zabawiasz? Co ty sobie myślisz? 
Zmieszany dyrektor nie odzywał się w ogóle, bo jak mógł się odezwać , jeśli jeszcze przed chwilą siedziała mu na kolanach młoda dziewczyna w białych kozaczkach i mini spódniczce, która od razu nie zeskoczyła z tych kolan, zaskoczona obrotem sytuacji, nadal siedziała w dwuznacznej pozie. Wszystko to zobaczyła Anna, gdy podeszła, by zamknąć drzwi . Nie chciała, aby pozostali pracownicy dowiedzieli się o zajściu. Pod tym względem była bardzo dyskretna. - Jak dobrze, że nie ma Niedzielskiej, ta by wszystko rozniosła i pół ulicy by o tym trąbiło, co tu zaszło. Tymczasem z gabinetu dochodziły dalsze krzyki żony.

Wkrótce z gabinetu wybiegła niedoszła klientka i nawet na nią nie spojrzała, tylko od razu udała się do drzwi wyjściowych. - A to dopiero! Jaki gagatek z tego szefa. Mówili o nim różne rzeczy po kątach, ale żeby w pracy zadawać się nie wiadomo z kim, to już duża przesada - myślała rozgorączkowana Anna. Zaczęła przerzucać akta i włączyła radio, izolując się w ten sposób od wysłuchiwania wyzwisk dyrektorowej, które nawet przez grubo obite drzwi nachalnie dolatywały, a ona nie chciała być świadkiem małżeńskiej kłótni. Po dłuższej chwili pojawili się oboje.
- Pani Anno,  wracam za godzinę, powiedział chłodno, zdając sobie sprawę , że słyszała.  Proszę przekazać Maliszewskiemu, że wszystko już przygotowałem.
Żona nie odzywała się . Skinęła tylko lekko głową na do widzenia.  

Wrócił po godzinie i nie wyjaśniając niczego, zamknął się w gabinecie. Po chwili przez telefon zapytał
 - Co z tym Maliszewskim?
- Nie było go ani nie dzwonił, odpowiedziała jak zwykle bezbarwnym głosem. 
Chyba mnie nie zwolni, pewnie wie, że wszystko słyszałam, nie wie jedynie, że widziałam ... to by dopiero było,
pomyślała z niesmakiem. ...

Zosia przyniosła list z urzędu, nic poza tym, panie dyrektorze.

 - To tyle narazie -  odezwał się ponuro.

Pewnie wściekły jak nie wiem co, pomyślała z zadowoleniem, taki niesympatyczny, ma za swoje. Było jej żal jego żony. - Jak dobrze, że mi się do tego miodu nie spieszy , odetchnęła

z ulgą , pogrążając się w pracy...


 


Podziel się
oceń
0
0

...

środa, 18 listopada 2009 22:15























 

Anna nie lubiła takich sytuacji. Nigdy nie wtrącała się w życie innych w odróżnieniu do swoich koleżanek. Trochę z nieukrywaną złością odebrała telefon, który wyrwał ją z toku

zajęć.  - Proszę?  - odezwała się ponuro. - Aniu, to ja. .. - Tak,. Słucham. . .

- Pamiętasz , umawialiśmy się na przejażdżkę motorem?

 - Pamiętam , odpowiedziała tak sucho, że zastanowiło to Marka.

- Stało się coś?  - Zapytał zaniepokojony?

- Nie... Co miało się stać ? Jestem w trakcie pracy, przeszkadzasz mi. I tyle...

-  Przepraszam , kochanie. Najwyższa pora, żebyś pomyślała o sobie!

Powiedział  to tak dobitnie, że w odwecie burknęła tylko

 - Też coś... Nie możesz, czego innego wymyślić...? ... Na chwilę zamilkł...

A ona ? Nie chciała myśleć o sobie w godzinach biurowych. Dość było tego rozmyślania przed snem w samotne noce. Świadomie wybrała samotność , ale były chwile, że jej się panicznie bała, tej samotności. Samotność była dla niej chwilami jak wredna koleżanka, ale bez niej nie mogłaby się obejść , bo jak dragon wkroczyła w jej życie, razem ze wszystkimi bezwzględnymi rytuałami. Nie chciała wyzbyć się jej,  tej samotności trawionej udręką bycia samej. Niełatwe jest życie singelki, myślała niejednokrotnie . I teraz nagle, jakby przebudzona z dalekiego snu, odezwała się z niezwykłą czułością w głosie, przeciągając przesadnie samogłoskę „a"...

- Taaak? Co takiego masz mi do zaoferowania?  -Zapytała zaczepnie, wybuchając histerycznym śmiechem...



Podziel się
oceń
0
3

...

poniedziałek, 30 listopada 2009 23:24







-  Zapomniałaś ? - Udajesz, że nie pamiętasz? Na to mi wygląda - rzekł z desperacją w głosie.

- Wszystko przygotowałem. Motor wypucowany jak na jaką galę , ubranie też. W koszu owoce i kanapki. Własnoręcznie robiłem z wędzonego kurczaka. Dla Ciebie wino kanadyjskie. A ty mi teraz oświadczasz, że nie wiesz co...Co z Tobą, Anno?

- Co ma być? .... Powiedziała to tak pochmurno, że zaniepokoił się ...

Jednak nie ustąpię . Tyle zachodu na nic? Co sobie wyobrażasz?

- Dobrze, już dobrze - udobruchała się na moment. Potem zaraz zaczęła przekonywać , że wcześniej umówiona była z fryzjerką , że właśnie teraz sobie o tym przypomniała...

Potem zamierza zrobić małe zakupy, bo niewiele w lodówce ma, a zresztą to jest zmęczona

i zamierza, położyć się spać.

Rozumiem , wszystko rozumiem, ale dlaczego mi to robisz? Odwołaj fryzjerkę , bo pod kaskiem i tak przygniotą się włosy, zakupy zrobisz w drodze powrotnej, zajedziemy do marketu, a teraz idź do domu i prześpij się. Był taki przekonujący, że w końcu zgodziła się .

Gdy weszła do mieszkania, kot jak zawsze przywitał ją w progu, przymilnie tuląc się do jej stóp. Wzięła go na rękę i pieszczotliwie przejechała po grzbiecie, policzkiem muskając futerko, odezwała się delikatnie i czule jak do dziecka - Kociątko moje miłe...

W pośpiechu wypiła szklankę kefiru i rzuciła się na kanapę . Usnęła od razu, udręczona   

pracą , której miała nadmiar.  Śniły jej się dziwne rzeczy. Najpierw znalazła się w ciemnym pomieszczeniu. Poruszała się w nim bezwiednie, miotając w różne strony.

Nagle ktoś stanął przy niej . Czuła jego oddech i zapach palonej kawy. Po chwili ujrzała pieniek, na którym stała filiżanka z kawą . Potem ten ktoś zaczął ją rozbierać. Nie protestowała. Stała wyprostowana jak struna. Ni stąd , ni zowąd pojawiły się snopy światła

z reflektora. Poczuła się jakby kąpała się w tym świetle...Dalej stała nieruchomo jak sparaliżowana. I wtedy ten niewidzialny ktoś  po jej ciele zaczął malować jakieś esy floresy.

Nie widziała tego, ale była pewna, że to właśnie są  esy floresy...po chwili na grubym sznurze zjechało duże lustro w szerokiej żelaznej ramie i zatrzymało się metr przed nią .

Błędnym wzrokiem przejrzała się w nim... Zobaczyła siebie...jakby nie siebie. W odbiciu pojawiła się dziwna postać pomalowana
w podłużne, kolorowe pasy...Z niemego bezwładu otrząsnął ją głos dzwonka. To do drzwi od dłuższej chwili dobijał się Marek...







Podziel się
oceń
0
1

...

poniedziałek, 14 grudnia 2009 1:04
















 

Musnął ją delikatnie w policzek. - Gotowa? - zapytał.

- Nieee - odpowiedziała przeciągle.

- Dopiero wstałam , jak widzisz...

- To pospiesz się  bo szkoda dnia.

- Może coś przegryziesz? W lodówce świeże krokiety,

 podgrzej je w mikrofali...

- Zachęcała uprzejmie, przymilnie uśmiechając się do niego.

- Rozgość się, a ja tymczasem zajmę się sobą.

Po chwili wyszła w sportowym stroju.

- Ale z ciebie laska, wyglądasz jak nastolatka...

- Coś podobnego, dopiero dzisiaj to zauważyłeś ?

- Zapytała z nutką ironii.

- Zawsze podobałaś mi się ale dziś szczególnie .

Masz wspaniałą sylwetkę .

Częściej powinnaś chodzić  w spodniach,

dopasowują się do twoich seksownych kształtów. . .

I z iście męską werwą klepnął ją w pośladek.

Niewiele myśląc, wymierzyła mu policzek.

- Zapamiętaj , nigdy więcej takich poufałości !

- Powiedziała ze złością i za moment dodała -

Nie jesteśmy na takiej stopie, byś się tak spoufalał.

-  Przepraszam, burknął -  to był żart...

Nie spodziewał się takiego obrotu sprawy.

Traktował kobiety jak kumpelki a nie jak niedostępne damy.

Trochę go to wyprowadziło z równowagi,

ale nie dał tego,  poznać po sobie.

Ona tymczasem zarzuciła lekką skórzaną kurtkę do pasa

i po chwili trzymając się za ręce, schodzili po schodach...

Na ulicy silny wiatr rozdmuchał jej włosy

w artystycznym nieładzie,

ale jednym szybkim ruchem ukryła to pod kaskiem,

który wyraziście podkreślił walory jej klasycznych rysów.

Ruszyli. Przed nimi wolna droga zapowiadała

nowy rozdział dnia.     

 

 


Podziel się
oceń
0
1

...

czwartek, 24 grudnia 2009 1:18









Tu , podobnie, jak w innych mych bloogach czas na przerwę świąteczną... 
Wszystkiego najlepszego  w Święta i Nowy Rok życzy - Krystyna.
Wypatrujmy pierwszej gwiazdy......









Opłatek zgody...



Zapachniało sianem,
zawiało śnieżycą,
a w domu przytulnie,
a w domu potulnie...

W choinkowych skarbach
światełka w złotych albach
potrawy na stołach
i opłatek zgody w dłoniach...




Wesołych Świąt






  
Podziel się
oceń
0
1

...

sobota, 16 stycznia 2010 1:52







Glitter Image 276385


Wiatr szalał jakby stracił przytomność.

Gałęzie drzew  chyliły się ku ziemi w obawie, 

że je złamie z lada silnym porywem.

Oni, młodzi, nie zrażali się negatywnymi warunkami pogody.

Osiadli na motor i pognali przed siebie. Wiatr dmuchał prosto w ich twarze,

a oni jakby nigdy nic, gnali przed siebie. Świst wiatru wydawał się im podpowiadać,
-zrezygnujcie z tej jazdy, a oni niezrażeni pędzili przed siebie.
Tak jest, gdy człowiek oddaje się całkowicie warunkom przyrody
i razem z nią stanowi całość. Tak było z nimi.
Oddali się do końca siłom natury i dążyli w nieznane,
choć znane, bo wiadomy był cel ich podróży...
Wiatr nieznośnik jak mógł, tak im przeszkadzał. 
W pewnym momencie ona przejęła władanie nad kierownicą...
Pomknęli przzed siebie ze zdwojoną siłą...

Cdn. Christine.


Podziel się
oceń
0
0

...

czwartek, 04 lutego 2010 0:13


www.polskiemuzy.pl


Franciszek Bunsch - W drodze

Franciszek Bunsch - W drodze...


Wcześniej też tak się zdarzało. Gdy pędziła przed siebie, czując w pasie ciepło jego rąk, czuła się bezpieczna . Pewna siebie zaczęła wyprzedzać jadące auta. Marek był zwolennikiem szaleńczej jazdy, wiec zaimponowała mu brawura Anny.

Nagle stała się rzecz straszna. Anna najwyraźniej straciła panowanie nad kierownicą i przy następnym mijaniu, uderzyła w bok równie szybko pędzącego samochodu

i całą siłą rozpędu, motor wpadł do rowu, podskakując i wywracając do góry nogami.

Gołym okiem było widać, że leżą bez ruchu, porozrzucani od siebie o kilka metrów.

Z dwóch samochodów wyszli kierowcy, a z pobliskiej knajpy pojawili się  ciekawscy, by przyjrzeć się wypadkowi.  Ktoś krzyknął  - Nie żyją!   Jeden z kierowców zmierzył im puls. Żyją ! - zawołał niemal radośnie.  - Zadzwońcie po pogotowie! -  powiedział ktoś z przyglądających się... Sam wołaj, młody , a nie rozkazuj, odezwał się do niego mężczyzna w średnim wieku. Pogotowie i policję wezwała barmanka, gdy przez okno zauważyła wypadek. - Tak, tak - potwierdził inny. - To może trzeba ponowić informację i przekonać się , czy przyjęto zgłoszenie, bo z tym różnie bywa. Wyjął komórkę i zaczął wydzwaniać ... Pierwsza przyjechała policja. Spokojnym krokiem podeszli i badając skutki wypadku, dopytywali się , czy są  jacyś świadkowie.

Zgłosiło się dwóch.  Proszę odsunąć się i zrobić miejsce dla pogotowia, polecił niższy policjant, nadjechała karetka. Lekarz i sanitariusz podeszli do ofiar.

Rutynowe badanie potwierdziło, że poszkodowani  są ranni i nieprzytomni.

Położono ich na nosze i przeniesiono do karetki, która odjechała na sygnale tak ostrym, że niektórzy stojący zatykali uszy . W karetce zaczęła się akcja reanimacyjna, która dalej była kontynuowana w szpitalu. W tym samym czasie policjanci zabezpieczali miejsce wypadku i spisywali dane świadków.

 Cdn.  -  Christine....


Podziel się
oceń
0
0

...

poniedziałek, 08 marca 2010 2:58


  
www.polskiemuzy.pl            www.pielgrzymki.szczecin.pl



Jej stan był zdecydowanie gorszy. Uraz czaszki. Wstrząs mózgu i połamane kręgi szyjne. Marek chwilami odzyskiwał przytomność . Miał ogólne potłuczenia i rany.

Oboje znaleźli się na sali operacyjnej. Lekarze po wstępnej stabilizacji oddychania

i krążenia ocenili stan ich świadomości, i zalecili tomografię komputerową. Następnie przystąpili do rozważenia możliwości obrażeń kręgosłupa i rdzenia. Monitorowali stan neurologiczny pacjentów. Annie unieruchomili kręgosłup szyjny. Marek po opatrzeniu ran został przeniesiony do sali pooperacyjnej. Ona cały czas była pod opieką personelu reanimacyjnego. Wpadła w stan śmierci klinicznej. Wydawało się jej, że opuszcza ciało. Widziała siebie bezpośrednio pod sufitem szpitalnego pomieszczenia.  Krążyła nad pochylającymi się nad jej ciałem głowami pielęgniarek i lekarzy. Nie rozumiała, co się dzieje. Ona była tu i tam... Niesłychane... co to jest... myślała niespokojnie i wtedy przypomniała sobie, kiedyś zasłyszane historie, o opuszczających ten świat. Zrozumiała, że jest między jednym stanem a drugim i było to jej obojętne, gdzie następnie znajdzie się . Czuła się jak motylek, który podrzucany przez kogoś, miał polecieć w stronę światła, ale ciągle wracał i wracał do tego samego miejsca...

Cdn.  -  Christine...


Podziel się
oceń
0
1

...

czwartek, 25 marca 2010 22:48




"Bench" Print

Niech, za sprawą Zmartwychwstałego,
błogi spokój spłynie na Wszystkich, którzy tego najbardziej potrzebują ,
a dobre zdrowie dopisuje zawsze...
Wesołych Świąt Wielkanocnych , życzy - Krystyna 



Mam nadzieję , że te życzenia sprawią też szybki - powrót do zdrowia moim bohaterom.
Zapraszam po świętach na dalszy ciąg losów Anny.
Podziel się
oceń
0
0

...

sobota, 24 kwietnia 2010 2:35







Dalszy ciąg losów Anny...
Marek szybko powracał do zdrowia. Był na tyle silny, że mógł odwiedzać Annę , która nadal leżała nieprzytomna. Duchem nieobecna, wydawała się mu inną Anną. Dotykał jej dłoni i twarzy z pewną obawą . Wydawało się, że się zastanawia nad tym czy to Anna, czy nie Anna. Szeptał jednak do niej czułe słowa, obwiniając siebie za to, co się stało.  A ona w tym czasie krążyła w zawieszeniu między jednym światem a drugim. Wydawało się jej, że znajduje się pod samym sufitem i widzi wszystko, co dzieje się na sali. Patrzyła na swoje ciało z wysokości prawie czterech metrów jak na coś niegodnego uwagi. Wiedziała, że ona, tam na dole w łóżku, to ona, ale i nie ona. Wcale się tym nie przejmowała, bo teraz swoją obecność odczuwała  zupełnie inaczej. To było tak, jakby urosły jej skrzydła. Nawet dotknęła się, żeby sprawdzić, czy je ma. Nie miała i z tego powodu, zrobiło się jej przyjemnie, bo ptakiem ani aniołem nie zamierzała być. Przez krótką chwilę zastanawiała się, jak to jest - nie ma skrzydeł, a porusza się w powietrzu tak, jakby je posiadała. Ale widać tak miało być

i skwitowała to, całkiem rozsądnie, że nie ma się nad czym zastanawiać i pogodziła się z tym, co zaistniało. Patrzyła na Marka i właściwie nic nie czuła - ani żalu, ani żadnej satysfakcji

z tego, że niemal przy niej klęczał, przepraszając za nieudany wyjazd. Nie poruszyły jej nawet jego łzy. Zobaczyła, jak pielęgniarka prosi go, by wyszedł. Wychodząc, oglądał się w nadziei, że może na moment otworzy oczy, lecz ona dalej leżała bez ruchu. Pielęgniarka zajęła się sprawdzaniem danych w monitorze i poprawiła respirator. Ona w tym czasie ponownie pojawiła się w swej ziemskiej powłoce i spała. Śniło jej się , że jest w parku. Zatrzymała się przy ławce, na której siedział żołędziowy ludzik, a dokoła biegały myszy czy jakieś inne stwory. Dokładnie nie mogła rozróżnić, co to było. Na gałązce bezlistnego drzewa kołysał się ptaszek. Dalej nic już nie pamiętała, może jedynie to, że wszystko dokoła było niesamowicie niebieskie.

Dcn.


Podziel się
oceń
0
0

BRAK ROZEZNANIA...

środa, 09 czerwca 2010 2:07







raining-2.gif Rain image by catspjamas_

Deszcz ciągle padał i padał... W harmonii z sytuacją zdrowotną poszkodowanych zdawał się podkreślać ich słabość i beznadziejność sytuacji. Podczas kiedy Marek czuł się coraz bardziej zdrowy, Anna była nadal w nie najlepszym stanie. Niby jej stan zdrowia powolutku poprawiał się , to jednak nie było to to, czego wszyscy oczekiwali.   On przez cały czas trwał przy niej. Po doświadczeniu cierpienia, jakby się zmienił. To już nie był on . To był ktoś zupełnie inny. Dotąd sprawy traktował lekko. Nic właściwie nie było dla niego ważne. Wszystko działo się właściwie poza nim. Dyletanckość natury. Najważniejsze to jedynie użycie świata. Jak najwięcej wrażeń. Ilość wypitych puszek piwa i zaliczeń dziewczyn. Im więcej seksu tym lepiej. Niczego innego dotąd nie brał pod uwagę. Uchodził za takiego... co to z kwiatka na kwiatek. Byle było urozmaicenie i jakaś przynajmniej chwilowa korzyść. Co z tego, że z jego powodu rodziły się łzy. On i tak ich nie doświadczał, zostawiając po sobie żale, nie miał żadnych skrupułów i wyrzutów sumienia, jedynie świadomość użycia w pełnym tego słowa znaczeniu. Najważniejsze w tym było zaspakajanie swoich zachcianek . Wyznawał zasadę: im więcej - tym lepiej. Oczywiście, przy takim założeniu, że im więcej, tym korzystniej dla niego. Nie obchodził go los ofiary, której zgotował nieprzewidziane konsekwencje. Liczył się tylko on i przyjemności, które czerpał z uwodzenia, niczego nie przeczuwających kobiet. Każda ślepo wierzyła, że jest tą jedyną i wybraną. Okazywało się po czasie, że wcale nie... Podobnie traktował i Annę, chociaż może niezupełnie do końca tak samo. Ją, jakby wyróżniał zawsze, ale to nie było tak do końca jednoznaczne hołubienie i dla niego samego zbyt jasne. Ot, jeszcze jedna dziewczyna, którą mógł bez większych oporów przelecieć, głównie dla własnej satysfakcji.. Może bardziej ją lubił niż te inne? Kto to wie, jeśli on sam nie zdawał sobie z tego sprawy...Aż tu raptem zdał sobie sprawę , że Anna jest mu niesłychanie bliska. Nie wgłębiał się narazie w istotę rzeczy, tylko działał spontanicznie, tak jak czuł. A nagle poczuł, że kocha Annę i nie mógł sobie poradzić z tym uczuciem, tak bezsensownie nagle objawionym uczuciem...  
Podziel się
oceń
0
0

Sanatorium

środa, 14 lipca 2010 23:51

 










Od wypadku minęły trzy miesiące, a ona w dalszym ciągu nie dochodziła do siebie. Leżała w półśnie, nie zdając sobie sprawy z niczego. Jej włosy zmatowiały, cera pobladła. Schudła tak mocno, że wyglądała prawie jak anorektyczka.. Karmiona przez sondę, sprawiała wrażenie przydeptanego liścia, który wiatr zdmuchnął przedwcześnie na ziemię. „Aniu, Aneczko..., słyszysz mnie...?" -  wołał do niej bezskutecznie, trwając przy niej godzinami. Powodowany wyrzutami sumienia, warował przy niej jak wierny pies. Sam nie czuł się jeszcze najlepiej. Wpatrywał się w nią godzinami, doznając po raz pierwszy w życiu tak wielu pozytywnych uczuć. Nie zastanawiał się nawet nad tym, tylko odbierał to ze sobie znaną gotowością w przyjmowaniu wszystkiego, co go w życiu spotyka. Ta swoboda, w godzeniu się z losem, była niezwykle przydatna przy jego dotychczas tak zmiennym charakterze i wybujałości emocjonalnej. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że z dnia na dzień dokonuje się w nim metamorfoza. Po raz pierwszy w życiu, czuł się odpowiedzialny za kogoś. Prawdopodobnie kierowały w nim wyrzuty sumienia tak potężne, że  dokonały w nim tyle zmian na lepsze, po to, by on sam stał się nowym człowiekiem. Dotąd zagorzały singiel, rzucający się z kwiatka na kwiatek, bezduszny, egoistyczny i bezwzględny w ocenie innych, powoli dojrzewał do nowej roli, tak przynajmniej było w tym czasie i w tym momencie...

Tymczasem dostał skierowanie do sanatorium. Gdy żegnał Annę, pojawiły się łzy w oczach., choć ona ich nawet się nie domyślala. Wyjeżdżał niechętnie. Pociąg wlókł się niemiłosiernie, przynajmniej o trzy godziny za długo... Kiedy wreszcie dojechał na miejsce, było już ciemno. Nie było ani jednej taksówki. Nie bardzo orientował się w mapie kurortu. W końcu po długiej wspinaczce na górę, dotarł na miejsce. Dobrze, że od razu, bez zbędnych ceregieli skierowano go do dwuosobowego pokoju, prosząc go o zachowanie ciszy, bo prawdopodobnie jego współlokator już spał. Rzeczywiście tak było. Włączył nocną lampkę. Skorzystał z łazienki i położył się spać. Nad ranem obudziło go głośne chrapanie współtowarzysza, który leżał, rozłożywszy odkryte nogi na całą szerokość łózka. Zauważył łysiejące skronie i czarny, nieduży wąsik. Na wygląd był starszy od niego około dwudziestu lat. Marek przewrócił się na drugi bok i zasnął ponownie. Cdn.


Podziel się
oceń
0
0

W sanatorium...

niedziela, 22 sierpnia 2010 1:27


trés beau cadeau de mon flis johnny


Wstał wcześnie. Jego towarzysz nadal spał beztrosko. Poszedł do łazienki, napuścił wody do wanny i wykąpał się . Potem ogolił się . W międzyczasie jego sąsiad obudził się. Przedstawił się, że jest księgowym z Zamościa. Marek ucieszył się , bo miał tam swych kuzynów. Od słowa do słowa i wykryli, że mają wspólnych znajomych. Marek opowiedział o perypetiach związanych z wypadkiem, a pan z wąsem, który jak okazało się miał na imię - Remigiusz, opowiedział o swoich kłopotach z szyjnym kręgosłupem.. Przez następne dwa dni po zabiegach spacerowali po uzdrowiskowym parku, oddając się interesującej rozmowie o wszystkim. Najchętniej rozmawiali o turystyce, bo jak okazało się, obaj byli zapalonymi podróżnikami. Znaleźli wspólne odniesienia do przebytych podróży, których po obu stronach było niemało. Ucieszyli się, gdy okazało się, że obydwaj byli z Islandii. Prawie, że zaprzyjaźnili się, zwłaszcza że i posiłki spożywali przy jednym stoliku.. W niezwykłej atmosferze spoufalenia i wzajemnej ufności upłynęło kilka dni. Którejś nocy zaspany Marek, poczuł, że ktoś przytula się do niego w zmysłowym splocie. Czyjeś ręce błądziły po jego ciele. Poczuł dreszcze. W pierwszej chwili sądził, że to Anna jest przy nim i że to ona tak czule się przytula. Ale ocknął się szybko z tego mylnego stanu i odkrył, że to jego towarzysz z sąsiedniego łóżka, zaczął coś kombinować i do niego dobierać . Zawrzało w nim do ostatnich granic możliwości, był przecież stuprocentowym mężczyzną. Kopnął go z całej mocy i krzyknął z nieopanowanym oburzeniem - „ ... a ty ... dziadu jeden, za śmiało sobie poczynasz... won mi stąd natychmiast..." i ponownie wymierzył mu kopniaka tak silnego, że tamten skulił się w sobie i wypchnięty potoczył się jak kłębek wełny do swego łóżka.  - „Ty zasrańcu jeden, przenocujesz do jutra, ale nim wstanę rano, ciebie ma tu nie być ..." i splunął w jego stronę z taką zawziętością, że tamten osłonił twarz w obawie, by to splunięcie go nie trafiło. Marek nie spał do rana. Myślał o tym, co mu się przytrafiło i uspokoić się nie mógł, ze spotkało go to w takich okolicznościach. Nie cierpiał gejów, więc ten przypadek wydał mu się wyjątkowo nie na miejscu. Postanowił, że rozprawi się z tym zboczeńcem rano, bo w nocy nie chciał czynić zamieszania,,,

Cdn.


Podziel się
oceń
0
0

Wiadomość...

czwartek, 30 września 2010 1:19




 




Na drugi dzień rano, gdy otworzył oczy, faceta już nie było. Przed wyjściem na śniadanie poszedł do recepcji i narobił rabanu. Zażądał pojedynczego pokoju. Recepcjonistka zawołała kierowniczkę, bo jedynek już nie mieli. Rzeczowa  a  zarazem i miła szefowa zadecydowała więc, że pozostanie do końca turnusu w tym samym dwuosobowym pokoju bez zakwaterowania kogokolwiek.  Zadowolony, ale nadal wzburzony, udał się do jadalni. W drzwiach minął się ze swym nocnym poszukiwaczem miłosnych przygód. Niemal nie obrzucił go stekiem wyzwisk i już prawie zamachnął się, by go spoliczkować, ale te odruchy udało mu się opanować, gdy zobaczył utkwione weń oczy wiekowej matrony, która najwyraźniej go kokietowała od chwili przyjazdu. Co za babsztyl,  pomyślał z odrazą , kłaniając się jej . Usiadł na krześle przy oknie, skąd rozpościerał się wspaniały widok na sanatoryjną alejkę, a dalej na wzgórze zarośnięte drzewami. Z przyjemnością spojrzał na widok za oknem, przegryzając kanapki z kawałkami polędwicy i popijając kawę, spoglądał na to, co działo się na zewnątrz.. A tam ruch był już niesamowity. Wielu kuracjuszy wracało po śniadaniu, inni na nie dopiero szli, a jeszcze inni kierowali się w stronę budynków z zabiegami. Kończył właśnie poranny posiłek, kiedy zadzwoniła komórka. Dzwonili ze szpitala, w którym leżała Anna. Pielęgniarka powiedziała mu, że Anna odzyskała przytomność, jest jeszcze bardzo słaba, że pytała o niego i przesyła pozdrowienia. Z radości zapomniał podziękować i przekazać życzenia zdrowia dla Anny. Zaraz jednak zadzwonił, dopytując się o szczegóły i pozdrawiając Annę, zapytał, kiedy będzie mógł z nią porozmawiać.  - „Może jutro... " -  odpowiedziała pielęgniarka, a on,  rozmarzony,   wyobraził sobie, że trzyma Annę w ramionach, zaraz jednak przypomniał sobie moment wypadku i poczuł niesłychany żal w sobie...Z butnego młodzieńca, którym był latami, w krótkim czasie przeistoczył się w wrażliwego i pełnego zrozumienia mężczyznę . Może trzeba było silnego bólu fizycznego i emocjonalnego wstrząsu, by mogło w nim obudzić pogłębione człowieczeństwo...


Podziel się
oceń
0
0

W szpitalu

wtorek, 23 listopada 2010 21:32

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Anna powoli wracała do zdrowia. Już samodzielnie siedziała i jadła. Zdjęto jej gipsowe opancerzenie . Kiedy poczuła się lepiej, sięgnęła do kieszeni po lusterko i grzebień.

Przez dłuższą chwilę przyglądała się sobie, jakby dziwiąc się, że ona to jest ona. Blada, z zapadniętymi oczyma, była inna niż dotąd. Ale wydawało się, że wcale się tym nie przejęła.

Poczesała włosy i lekko się uśmiechnęła. Za oknem wstawał dzień. W pokoju było szarawo. Przymknęła oczy, usiłując zasnąć, ale nie udawało się to jej, bo na szpitalnym korytarzu o tej porze był ruch. Słyszała co chwilę zgrzyt otwieranych drzwi i kroki na korytarzu, przerywane głośniejszymi odgłosami wiadra, i innych akcesoriów sprzątającej salowej. Już zaczęła przysypiać, gdy do pokoju wtargnęła pielęgniarka z termometrem. Rutynowo zapytała

– „ Jak pani się czuje?”

I nie czekając na odpowiedź poszła dalej, a ona wreszcie usnęła. Spała aż do wizyty lekarskiej. Ordynator z całą ekipą lekarzy i studentów wyrósł nagle przed jej łóżkiem. Coś poprawił przy kroplówce, przejrzał dokumenty, dokładnie obejrzał Annę i uśmiechając rzekł do niej i do wszystkich zarazem 

- „Pięknie dzisiaj wyglądamy. Z dnia na dzień coraz lepiej. Jutro zaczniemy powoli wstawać. Terapeuta przychodzi?”

Wymamrotał diagnozę po łacinie i nagle odwrócił się w stronę siostry przełożonej, rękę trzymając na ramieniu pacjentki.

- „Terapeuta przychodzi?” , powtórzył pytanie.

- Nim odpowiedziała  - tak, zaczął dyktować nowe leki...

- „Jak najwięcej siadać na łóżku i ruszać się”, powiedział na odchodnym do Anny.

Nim cały, towarzyszący mu korowód wyszedł, był w pokoju z powrotem razem ze swoją  zwielokrotnioną asystą. Studenci z trudem zachowywali powagę, tak ich rozśmieszył ten raptowny powrót.

- „Obejrzymy jeszcze nogę”- powiedział dosadnie  i gwałtownie zdarł z niej kołdrę, odsłaniając, co się dało… Speszona usiłowała zakryć obnażone ciało, a on zaśmiał się wtedy tubalnie, wykrzykując

– „ Co wstydzimy się ? Nie ma co się wstydzić . To szpital.”

Anna poczuła, że czerwienieje ze złości. Kiedy wyszli poczuła się jak zbity pies. Takie upokorzenie przy wszystkich. Włażą i patrzą jak w galerii, gdzie wystawione są przedmioty do oglądania, mruknęła do siebie. W tej chwili poczuła się jak osoba poddana doświadczeniu na łaskę i nie łaskę innych. Nie chciała pokazywać swych intymności każdemu. Byle jak najszybciej stąd wyjść, pomyślała udręczona.. Pragnienie to okazało się silną mobilizacją do powrotu do zdrowia. Zadzwonił telefon. Odebrała, nie mogąc z siebie wydobyć głosu. Usłyszała – „ Nie jesteś sama Anno… to ja…” Całe łóżko zawirowało z nią , kiedy dotarło do niej, kto te słowa powiedział…  „To ty… Marku?” – wykrztusiła z siebie… Rozmawiali chwilę, wymieniając grzeczności. Z jego strony było więcej czułości, z jej natomiast więcej rozważnej mowy. On, pokrzepiony na duchu, zaczął żyć nadzieją , ona wręcz przeciwnie, odkryła, ze znajomość z nim to tylko chwilowy kaprys.

Wkrótce już chodziła po szpitalnym korytarzu, widząc w tym niebywałą zasługę masażysty i rehabilitanta, który coraz to wymyślał dla niej coraz trudniejsze ćwiczenia.

 


Podziel się
oceń
0
0

Życzenia ...

piątek, 22 kwietnia 2011 15:00

 

Po świętach wrócę do kontynuacji losów Anny...

Dziś składam z serca płynące życzenia...  Krystyna Laura...

 

 


Podziel się
oceń
0
1

jesień...

poniedziałek, 26 grudnia 2011 10:45

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
2

Życzenia...

poniedziałek, 31 grudnia 2012 1:57

 

 

 

Nie było mnie tu ponad rok... Przepraszam za nieobecność...

Wznowię po Nowym Roku, a tymczasem WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!

 


Podziel się
oceń
0
1

piątek, 24 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  9 812  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O mnie

Jestem - miłośniczką poezji,literatury, historii sztuki, muzyki
i wszelkich sztuk pięknych... Kocham ludzi, przyrodę, a nade wszystko Stwórcę tego wszystkiego... Krystyna
Moje imiona blogowe to Laura, Ais, Christine, Krysta.
Zapraszam do czytania moich blogów.

O moim bloogu

Wszechstronna tematyka...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 9812
Wpisy
  • liczba: 36
  • komentarze: 59
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Bloog istnieje od: 3443 dni

Ulubione strony

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości